dr Włodzimierz Nikitenko – blog historyczny

24 marca 2020

Nekrolog – informacja o śmierci

Opublikowano: 24.03.2020, 15:24

 

Pytasz, co w moim życiu

z wszystkich rzeczą główną,

Powiem ci: śmierć i miłość

– obydwie zarówno

Jednej się oczu czarnych,

drugiej – modrych boję

Te dwie są me miłości,

i dwie – śmierci moje…

 

/ Jan Lechoń /

 

 

 

Wiadomości przykre, a nawet te najtragiczniejsze też muszą być niestety przekazywane nawet wtedy, kiedy wprowadzają bardzo wielki smutek w krąg rodziny, najbliższych, znajomych czy tylko przyjaciół. Taki typ zawiadomienia o śmierci, zwie się obecnie, popularnie – „nekrologiem”.[1]

Z dawien dawna, kiedy ktoś w domu umierał, jedna z kobiet z domu zmarłego – zazwyczaj żona bądź matka nieboszczyka, szła przez wieś i głośno lamentując, szlochając lub płacząc powiadamiała lokalnych mieszkańców, że oto została sama, a więc jakoby „uwolniona”. Faktu tego mogła dokonać również wcześniej umówiona „płaczka[2]. Trochę w bardziej odległym czasie, wyznaczano do tego zadania jednego z członków rodziny zmarłego, który musiał o śmierci powiadomić miejscowego księdza i kościelnego. Ten ostatni, poprzez bicie w dzwony informował o zdarzeniu. Mieszkańcy danej społeczności lokalnej, w reakcji na ten sygnał (tzw. „podzwonne”), najczęściej przerywali pracę i żegnali się zmawiając modlitwę za duszę odchodzącego. Dlaczego akurat dzwoniono? Otóż dlatego, że taki sposób od razu powiadamiał wszystkich bez wyjątku mieszkańców o zdarzeniu. Drugim ważnym czynnikiem o tym decydującym, było przekazywane wierzenie ludowe, iż donośny dźwięk dzwonów przepędzał z tej lokalnej społeczności wszelkie złe duchy, korzystające z okazji by się objawić. Kolejnym natomiast, było jednoczesne powiadomienie dźwiękiem dzwonu, że oto umarł jeden z wyznawców chrześcijaństwa i zapewne pozostając miły Bogu, chce udać się do nieba. Jednakże od czasów późnego średniowiecza, w kościołach parafialnych, zarówno w miastach jak i na wsi, za tego typu powiadomienie o śmierci członka lokalnej społeczności, trzeba było już niestety zapłacić określoną sumę na rzecz kasy Kościoła. Można było także przekazać smutną informację o śmierci przez jakoby honorowego posłańca, którym mógł być równie dobrze wójt wsi, jak i jeden z autorytatywnych starców tej miejscowości, ale też i sąsiad, bądź daleki krewny rodziny zmarłego. Istniał przy tym również symboliczny przekaz zawiadamiania o lokalnym przypadku śmierci. Ktoś z umyślnych posłańców, roznosił po miejscowości, kładąc na progu każdego domu gałązkę świerku bądź m.in.: lebiody, bukszpanu, wierzby. Nie wolno było zabrać takiej gałązki do domu, ponieważ odczytywano to jak zaproszenie śmierci we własne progi. Innym razem, lub w innym regionie, ów umyślny posłaniec, niósł ze sobą pomalowany na czarno krzyż, bądź czarną pałkę lub jeden ze świętych obrazków przewiązany żałobną wstążką. Na terenach wschodnich ziem polskich, np. w regionie lubelskim, posługiwano się tzw. „motylem” – kartka z nazwiskiem, datą śmierci i pochówku danej osoby, bądź tabliczką z wyrysowanymi piszczelami oraz czaszką, a także danymi o śmierci i pogrzebie. Czasami przekazywano sobie żałobny krzyż ze słowami: weźcie krzyż, co zobowiązywało do uczestnictwa w uroczystości żałobnej. Na terenach północnych ziem polskich – m.in. w rejonie Kaszub – posłaniec przekazywał informację: kazali was prosić za ciałem, pukając do każdych napotkanych drzwi zewnętrznych domostwa pałką.

Najczęściej jednakże, w chwili śmierci jednego z członków rodziny, od razu oznaczano dom, gdzie przebywał nieboszczyk. Stare wierzenia ludowe mówią o tym, iż taki dom posiadał wtedy właśnie tzw. <<magię śmierci>> i dlatego musiał być specjalnie oznaczony. Klasycznie wieszano na drzwiach wejściowych do domostwa krzyż przewiązany „kirem[3]. Czasami umieszczano w obejściu chorągwie żałobne wypożyczone wcześniej  z kościoła. Wszyscy odwiedzający dom zmarłego, byli więc zobowiązani pożegnać się z nieboszczykiem, czuwać przy nim przez jakiś czas, pomodlić się za jego duszę, oraz uczestniczyć w uroczystości jego pochówku.

Generalnie utarł się obyczaj przetrzymywania zwłok w domu przez kolejne trzy dni, od momentu zgonu. Zaraz po śmierci przygotowywano więc ciało do ceremonii pochówku – medyczne stwierdzenie zgonu, mycie, ubieranie, zabezpieczanie, układanie w trumnie i ustawianie w domu. Kolejne dwie doby były przeznaczone jakoby na „odwiedzanie” i „pożegnanie” z rodziną, znajomymi, lokalną społecznością. Spotykano się przy trumnie, modlono się i składano „kondolencje[4]. Wtedy wokół trumny ustawiano zapalone świece, a czuwający siadali kręgiem dookoła. Dbano jednakże, by nikt z tego grona osób nie miał możliwości „ucięcia sobie drzemki”. Postępowano tak w myśl innego obyczaju twierdzącego, iż duch zmarłego jest ciągle obecny wśród zgromadzonych wokół trumny i nieopatrznie może wniknąć w ciało osoby śpiącej, odbierając jej tym samym życie i zabierając ze sobą do świata umarłych. Wówczas następowały tzw. „puste noce”. W tym czasie na tzw. „ścianie wschodniej” ziem polskich (obszary województw wzdłuż ówczesnych granic wschodnich państwa), czasami częstowano czuwających przy trumnie kaszą, wódką, chlebem, bądź plackami. Czyniono to w kontekście symbolicznego dzielenia się umarłym jego codziennym jadłem, strzepując na koniec tej „uczty” nawet kilka kropel wódki przed trumną. W ich trakcie, jak głoszą ludowe wierzenia – duch pozostaje jeszcze ciągle w bliskości zmarłego ciała, szczególnie u samobójców i wielkich grzeszników tego świata. Twierdzono, iż to właśnie czyny popełnione przez zmarłego, zamazują jakoby drogę w zaświaty. W okresie owych nocy, zgromadzona nad trumną rodzina, wychwalająca jego zalety, prosiła Boga o możność przebaczenia mu. Tym samym, ukojona dusza grzesznika lub samobójcy zabierze się do innego świata i nie będzie próbowała straszyć pozostałych żyjących. Zakładano nawet, że duch dokładnie obserwuje ludzkie zachowania i trzeba je raczej wykonywać szczerze i poprawnie, ponieważ może się na danej osobie zemścić. Tak postępowano mniej więcej aż do początków wieku XX. W tym czasie w rejonie m.in. Wielkopolski oraz Rzeszowszczyzny proszono do czuwania przy zmarłym okolicznych „dziadów” oraz „żebraczki”, którzy za symboliczny „wikt i opierunek” (żywność i miejsce schronienia) na te dni, również wspomagali rodzinę w modlitwach za zbłąkaną duszę. Natomiast w rejonie Podlasia (rejon północno wschodnich terenów Polski), częstowano serwowano wtedy też tzw. „boży obiad”, który zaszczycały swoją obecnością osoby duchowne.

Po owych trzech dniach „pobytu” ciała w domu, następowało odprowadzenie zmarłego na cmentarz. Według staropolskiej tradycji, czynił to specjalnie wyznaczony „mistrz ceremonii” zwany czasami – „egzortą”.[5] Sprowadzało się to do wyznaczenia z kilku możliwych w danej wsi bądź miejscowości leciwego mężczyzny, który „nadawał ton” całej ceremonii pogrzebu od chwili, kiedy zwłoki umieszczono w trumnie, stawał z krzyżem na czele „konduktu[6] pogrzebowego z domu do kaplicy cmentarnej, a następnie do miejsca pochowania – mogiły.

 

 

 

Literatura:

 

* Aries P., Człowiek i śmierć, Warszawa 1992.

* Bystroń J.S., Dzieje obyczajów w dawnej Polsce, wiek XVI-XVIII, t. 1-2, Warszawa 1976.

* Fischer A., Zwyczaje pogrzebowe ludu polskiego, Lwów 1921.

* Łapiński A., Historia religii- słownik terminologiczny, Warszawa 1995.

* Ogrodowska B., Polskie tradycje i obyczaje rodzinne, Warszawa 2007.

* Szymczak M.(red.), Słownik języka polskiego, t. 1-3, Warszawa 1978-1981.

 

[1]  nekrolog – zawiadomienie o śmierci podane do ogólnej wiadomości, zawierające informacje dotyczące pogrzebu zmarłego oraz zwykle dane o jego życiu i działalności; także wspomnienie pośmiertne, Źródło: M.Szymczak (red.), Słownik języka polskiego, t. 2, Warszawa 1979, s. 309.

[2]  płaczka – kobieta wynajmowana dawniej do okazywania rozpaczy i opłakiwania czyjejś śmierci, Źródło: M.Szymczak (red.), dz.cyt., t. 2, s. 694.

[3]  kir – czarny materiał symbolizujący żałobę, Źródło: Szymczak M.(red.), dz.cyt., s. 921.

[4] kondolencja – wyrazy współczucia składane komuś, zwykle z powodu śmierci bliskiej osoby; wyrazy ubolewania, żalu, Źródło: Szymczak M.(red.), dz.cyt., s. 985.

[5] egzorta – krótkie kazanie okolicznościowe, przeważnie wygłaszane po pogrzebie w rocznicę śmierci, Źródło: Szymczak M.(red.), dz.cyt., t. 1, s. 519;

– słowo od łac. exhortati – zachęcać; w religii katolickiej napominanie i modlitwy pogrzebowe kapłanów za konających, na katafalku, w kościele i nad mogiłą wygłaszane w trakcie nabożeństwa, Źródło: Łapiński A., Historia religii- słownik terminologiczny, Warszawa 1995, s. 44; Ogrodowska B., Polskie tradycje i obyczaje rodzinne, Warszawa 2008, s. 251.

[6]  kondukt – grono osób towarzyszących eksportacji zwłok na cmentarz, orszak pogrzebowy, Źródło: Szymczak M.(red.), dz.cyt., t. 1, s. 985.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.